Lioness

Wpisy

  • sobota, 18 listopada 2017
    • RECENZJA rozświetlacza w sztyfcie Master Strobing Stick marki MAYBELLINE


      Witajcie!

      W tym wpisie opowiem wam, o chyba najciekawszym rozświetlaczu na rynku kosmetycznym. Mam na myśli dokładnie Master Strobing Stick Illuminating Highlighter marki Maybelline New York. Jest to rozświetlacz w sztyfcie, o pojemności 9g. W Polsce dostępny jest w Rossmannie, obecnie w 3 odcieniach: 100 Light, 200 Nude Glow i 300 Dark Gold. W przybliżeniu na skórze dają efekt 100 jasny, chłodny, srebrnawy, wpadające tony w jasny róż, 200 jasny opalizujący karmel, 300 mocne złoto wpadające w brąz. Mimo, że są to trzy kolory są tak indywidualne i charakterystyczne, że sądzę każdy typ urody znajdzie coś dla siebie. W dodatku ten kosmetyk jest dostępny również w formie płynnej. Co ciekawe jest produkowany w Niemczech. Kosmetyk jest umieszczony w plastikowym opakowaniu, i rozświetlacz się wykręca z niego jak duży balsam do ust. Jego cena to około 45zł Jak wiecie ja go kupiłam na tej wielkiej promocji w Rossmannie wiosną tego roku, więc używam go już od ponad pół roku. Jest to pierwszy rozświetlacz, który uważam, że daje idealny efekt tafli, dokładnie taki, który od dawna szukałam w rozświetlaczach i szczerze nie sądziłam, że uzyskam to 'kremowym' kosmetykiem. No ale nie rozpędzajmy się i zacznijmy od początku ;) Trzeba przyznać, że zarazem jest to jeden z trudniejszych kosmetyków. Samemu trzeba się nauczyć nim posługiwać. Wyczuć jak nim pracować na swojej skórze. Metodą prób i błędów dążyć do tego co lubimy i jaki chce się uzyskać efekt. Mi to się podoba bo im dłużej używam go to tym bardziej urozmaica mi makijaż i widzę coraz więcej jego zastosowań i efektów na skórze. Mam wrażenie, że tym jednym rozświetlaczem można uzyskać każdy efekt błysku. Delikatny, mocny, dokładny, mniej równomierny, dziewczęcy, świeży, sceniczny, wieczorowy i wiele więcej. Podoba mi się w nim też to, że jest bardzo trwały i wodoodporny. Jak już go się nałoży to tak już pozostaje do zmycia. Co najwyżej delikatnie na skórze się rozetrze jeśli dość często dotyka się miejsc gdzie się go nałożyło. Sama zauważyłam, że jest wodoodporny bo "odpycha" wodę, nie pozwala jej wejść w reakcję z kosmetykiem, więc nawet jak pada sam z siebie się nie zmyje z twarzy ;) Pewnie się martwicie teraz, bo jak się go zmywa? Nic bardziej mylnego, wystarczy dołożyć do wody kosmetyk myjący... mydło lub żel czy tam olejek a zmywa się łatwo, przyjemnie, delikatnie bez nadmiernego pocierania. Tak samo jest z płynem micelarnym wystarczy pociągnąć 2-3 razy a rozświetlacz jest zmyty całkowicie bez podrażnienia skóry pocieraniem. Ma specyficzną i taką inną formułę. Jak go się nakłada to ma się wrażenie, że jest bardzo gęsty i lepki, ale jak jest już na skórze w dotyku jest pudrowy, minimalnie, a wręcz znikomo lepki i kompletnie nie czuć go na twarzy, coś niesamowitego. Wcześniej się nie spotkałam z takim produktem a tym bardziej rozświetlaczem. Co ważne przy nakładaniu nawet od razu z opakowania, nie ściera podkładu, a nawet pudru. Opakowanie wygląda ładnie, profesjonalnie, jest funkcjonalne, poręczne i trwałe, ale niestety kiedy bierze się je do rąk to trzeszczy i czuć w nim taniość. Chociaż plusem jest to, że nawet po długim czasie zbytnio się nie niszczy i nie schodzą z niego napisy. Chcąc nie chcąc nieco się brudzi od środka i widać to patrząc na opakowanie bo u góry jest przeźroczyste. Są to dość małe minusy i niezbyt wyczuwalne przy jego używaniu, więc jeszcze można przymknąć na to oczko :) Kosmetyk jest ekstremalnie wydajny, używam go do praktycznie 80-90% makijaży jakie sobie robię odkąd go kupiłam a zużyłam ciut produktu od ponad pół roku może z 1-2mm, więc wow jest bardzo wydajny a sporo razy go używałam i też tak konkretnie bo ja uwielbiam takie rozświetlenie na mojej cerze :) Używam go na kilka sposobów, ale moim ulubionym jest połączenie go z pudrowym rozświetlaczem z Lovely z tej "potrójnej" palety. W tedy to rzeczywiście jest moc rozświetlenia :)) Nakładam normalnie z opakowania rozświetlacz z Maybelline, na pędzel nakładam pudrowy w kamieniu rozświetlacz z Lovely ten z potrójnej palety rozświetlaczy. Pocieram po rozświetlaczu nałożonego na skórze i rozcieram jego granice, tak aby wyglądały na dobrze wyblendowane (roztarte) Dosłownie podwaja się błysk, ten rozświetlacz z Maybelline jest zagruntowany, już ani troszeczkę się nie lepi, chociaż wcześniej i tak to jest minimalne, i rozświetlacz wygląda tak jakby był wtopiony w skórę. Ja jestem zachwycona tym połączeniem, lecz z całą pewnością nie jest on dla każdego. Uwielbiam ten efekt, zwłaszcza jak robię sobie mocniejszy makijaż. W dodatku te dwa kosmetyki wyśmienicie łączą się ze sobą kolorystycznie, jak i swoimi konsystencjami. Nie ciemnieje z czasem i nie utlenia się, również nie robi plam. Ma taki sam kolor ciągle jak od nałożenia. Jak już wspominałam wcześniej na wiele sposobów można go nakładać w zależności jaki efekt chce się uzyskać. Jeśli chce się mieć delikatny efekt wystarczy, że nałoży się jego odrobinę i rozetrze, a będzie wyglądać jak delikatna mgiełka iskrzących drobinek. Co ważne, nie zaznacza małych suchych skórek, wręcz wtapia się w cerę po nałożeniu. Kiedy się go używa, ma się wrażenie, że nie posiada zapachu, lecz sprawdziłam i z bliska co ciekawe pachnie drewnem. Dosłownie zapach nowo kupionych mebli. Interesujące ;) Jest to mój pierwszy rozświetlacz, który nadaje płynny, równomierny, efekt tafli na skórze. Wcześniej do innych rozświetlaczy zawsze miałam jakieś zastrzeżenie a tutaj jest wręcz idealnie. Jak na cenę 45zł i markę Maybelline, może wydawać się dość drogi, ale stwierdzam, że jest całkowicie wart swojej ceny. Szkoda, że jest tak mało znany i przez to niedoceniany w sferze kosmetycznej, bo dla mnie to absolutny rozświetlaczowy hit! Serdecznie polecam ten kosmetyk chociażby wypróbować u siebie, bo warto.
      Dziękuję serdecznie za uwagę i poświęcony czas przy czytaniu moich wpisów. Pozdrawiam :)


      Plusy:

      + Mała, ale ciekawa gama kolorystyczna (każdy znajdzie coś dla siebie)
      + Jeden produkt wiele zastosowań
      + Można nim uzyskać wiele efektów rozświetlenia od delikatnych, po mocne

      + Trwały i wodoodporny
      + Forma nakładania, wysuwany z opakowania sztyft, jak duży balsam do ust
      + Spora pojemność
      + Niesamowita wydajność, starczy na baaardzo długo
      + Świetna jakość kosmetyku
      + Można go kupić, również w wersji płynnej
      + Produkowany w Niemczech
      + Bardzo łatwo się zmywa przy demakijażu
      + Zupełnie inna i ciekawa formuła/konsystencja. Gęsta i minimalnie lepka przy nakładaniu. Po nałożeniu go na skórę w dotyku jest delikatny, miękki i pudrowy. Coś niesamowitego.
      + Nie czuć go na twarzy
      + Nie wysusza skóry i nie nadaje uczucia jej "ściągania"
      + Przy nakładaniu z opakowania nie ściera podkładu ani pudru
      + Opakowanie jest poręczne, wygląda profesjonalnie i jest trwałe
      + Świetnie się łączy z pudrowym rozświetlaczem z Lovely ten z potrójnej palety.
      + Od nałożenia do zmycia wygląda tak samo, nie ciemnieje
      + Nie robi plam
      + Nie zaznacza małych suchych skórek
      + Nadaje płynny, równomierny, efekt tafli na skórze
      + Wart swojej ceny

      Minusy:

      Nie posiada :)

      Pół na Pół:

      +/- Trzeba się samemu nauczyć go używać, wyczuć kosmetyk aby wiedzieć jak pracować nim na swojej skórze
      +/- Jak bierze się do rąk to opakowanie trzeszczy i czuć w nim taniość, ale jest trwałe
      +/- Brudzi się od środka, przez to, że u góry jest przeźroczyste opakowanie jest to trochę widoczne

      1351_DSC0379_DSC0390_DSC0388_DSC0391_DSC0419_DSC0425_DSC0435_DSC0417_DSC0430_DSC0429

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lioness5147
      Czas publikacji:
      sobota, 18 listopada 2017 12:41
  • wtorek, 24 października 2017
    • Pielęgnujące szminki w kredce do ust z mocniejszą formułą nawilżającą marki ASTOR


      Witam was wszystkich bardzo serdecznie!

      Na dworze jesień pełną parą, spadające kolorowe liście, chłód, chmury, szarość, mgła. Nieco ubarwię wam tą szarość ;) Napiszę o dwóch pielęgnujących szminkach w kredce do ust z mocniejszą formułą nawilżającą są z linii Soft Sensation Lipcolor Butter marki Astor. To jedna z moich ulubionych linii do ust mam prawie wszystkie kolory, które były dostępne w polskim Rossmannie. Obecnie jak wszech-obecnie wiadomo ta marka już nie ma swoich szaf w tej drogerii, ale kosmetyki Astor można kupić w Super-Pharm i w drogeriach Natura. W tym wpisie przyjrzę się dwóm kolorom z edycji Supreme Care czyli z mocniejszą pielęgnacją dla ust (nawilżeniem) Róż i Pomarańcz. 030 Fluffy Rose to delikatny dziewczęcy róż a 031 Peachy Sweet to brzoskwiniowa pomarańcz. Kolor wyrazisty i zarazem soczysty. Szminki w kredce to połączenie koloru + pielęgnacji + błysku jak z błyszczyka. Dzięki temu, że posiadają mocniejszą formułę nawilżającą od standardowej krycie i pigmentacja jest widocznie mniejsza niż z innych linii kredek Soft Sensation Lipcolor Butter, ale można je budować. Wystarczy pociągnąć po ustach 2-3 razy aby uzyskać delikatny efekt mocny błysk i mgiełkę koloru. A po pociągnięciu kilkanaście razy można uzyskać mocniejszy, bardziej wyrazisty kolor. Kredka jest twarda, ale konsystencja jest na tyle plastyczna, że bardzo łatwo i gładko można nałożyć ją na usta. Dzięki ścięciu kredki można precyzyjne nałożyć kosmetyk. Konsystencję ma delikatną, nie czuć produktu na ustach ale jeśli nałoży się kilkanaście warstw czasami można na ustach wyczuć małe drobinki. Drobinki są widoczne. Jest to chyba pierwsza szminka, która tak idealnie odwzorowuje błyszczyk. Wiadomo były już nie raz tworzone takie produkty ale zazwyczaj ten błysk był płaski albo jemu czegoś brakowało. Przy tych kosmetykach rzeczywiście ma się wrażenie patrząc na usta, że jakby był nałożony błyszczyk a nie szminka. Błysk na ustach wydaje się kilku wymiarowy w dodatku usta wyglądają soczyście po nałożeniu tego produktu. Nie powiedziałabym, że nawilżenie jest intensywne ale z pewnością mocniejsze niż w niejednym kosmetyku tego typu. Z pewnością to świetna alternatywa jeśli ktoś musi zadbać bardziej o usta, ale zarazem chce aby na nich był soczysty kolor na co dzień. Niestety osadza się dość mocno na odstających skórkach i z bliska jest to widoczne. Co ciekawe wszystkie te kredki do ust mają zapach tic taców :) Na ustach kosmetyki się nie kleją, są komfortowe w noszeniu pod tym względem. Co do trwałości, w wykończeniu są jak błyszczyk, więc podczas jedzenia, picia znikają, ale nie wliczając tego a po prostu noszenie ich to trzymają się długo bez poprawek nawet kilka godzin, jak na takie błyszczące wykończenie to długo. Nie ma problemu z ich poprawianiem można wiele razy tyle ile się chce kosmetyki po dołożeniu się nie ważą a dobrze łączą. Ta kredka pomarańczowa na żywo jest znacznie bardziej mocniejsza nawet ma efekt takiego metalicznego miedzianego błysku a na zdjęciach wyszła bardzo delikatnie. Opakowanie jest poręczne i dobrze funkcjonuje, nie blokuje się a kredka się wysuwa bez zakłóceń. Jedynie trzeba patrzeć aby nie uszkodzić jej od zakrętki bo jeśli jest kredka na zewnątrz łatwo wbić bok zakrętki w kredkę, a zdarzyło mi się to kilkukrotnie. To by było na tyle, dziękuję za poświęcony czas przy czytaniu tego wpisu.
      Miłego dnia, koloru i uśmiechu na ustach :)


      _DSC0049_DSC0013_DSC0018_DSC0047_DSC0034_DSC0032_DSC0058

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lioness5147
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 października 2017 12:30
  • piątek, 22 września 2017
    • RECENZJA Palety 18 cieni do powiek Sweet Peach marki TOO FACED


      Witajcie

      W tym wpisie opowiem wam o palecie 18 cieni do powiek Sweet Peach marki Too Faced. Produkt był zapakowany w brzoskwiniowe kartonowe opakowanie. Kosmetyk jest zamknięty w metalowym magnetycznym opakowaniu. Pojemność każdego pojedynczego cienia to waga 0.95g a cała paleta posiada pojemność 17.1g Dodatkowo do palety jest dołączony kartonik z 3 pomysłami na makijaż wykonany właśnie tą paletą. Dostępna jest w perfumerii Sephora, stacjonarnie jak również online. Ja swoją kupiłam na promocji bodajże -20% w galerii Posnania. W tedy kosztowała około 189zł, więc zapłaciłam około 150zł, dzięki promocji. Obecnie jej standardowa cena to 205zł Używam jej od ponad pół roku. W większości makijaży przez ten czas wybierałam właśnie tą paletę i teraz napiszę jak się u mnie spisuje. Pierwsze co mnie urzekło w tym produkcie to konsystencja. Jak poczułam tą miękką jak puch pudrową konsystencję, wiedziałam, że ta paleta po prostu musi być moja :) Jeszcze z takim zmieleniem i miękkością w cieniach nie miałam do czynienia. Żadna paleta, cienie jakie miałam tego nie odwzoruje nawet razem wzięte :D Ta jakość bije wszystko. Drugą rzecz jaką zauważyłam to mocna, intensywna pigmentacja. Nieważne czy dotknęłam jasnych, matowych, ciemnych czy lśniących odcieni, wszystkie są intensywne i równe jakościowo. Nie ma w tej paletce cienia, który jest w konsystencji gorszy, wszystkie są równe tylko różnią się oczywiście kolorami czy efektem. To co wyróżnia tą paletę na tle innych to z pewnością zapach cieni do oczu. Pachną słodko-brzoskwiniowo. Na początku wydawało mi się to dość chemiczne, ale po czasie skojarzyłam, że pachną jak okrągłe brzoskwiniowe żelki z Lidla, lub jak brzoskwinie ciasteczkowe wiecie takie płaskie, to jest dokładnie ten sam zapach. Brzoskwiniowa woń z początku była bardzo intensywna, wręcz buchała przy każdym otwarciu, rzeczywiście zapach długo się utrzymuje, nie wywietrza się po 10 czy 20 użyciach. Po pół roku stosowania zapach jest znacznie mniej intensywny, ale równie nadal wyraźnie wyczuwalny i jest taki sam. Nie zmienia się. W palecie jest aż 12 błyszczących cieni do powiek a 6 całkowicie matowych. Prawie wszystkie błyszczące kolory to efekt lśniącej na skórze tafli. Oprócz dwóch kolorów a dokładnie Candied Peach i Talk Derby To Me te za to iskrzą pojedynczymi drobinkami. Matowe kolory to mocny i intensywny mat bez dodatkowych drobinek. Tą paletką z powodzeniem wykona się codzienny, wieczorowy czy makijaż na wyjątkową okazję. Chociaż mi po pół roku jej używania szczerze brakuje w niej koloru szampańskiego beżu, np. do rozjaśnienia na błyszcząco łuku brwiowego czy we wewnętrznym kąciku. W tej palecie są jasne i ciemne kolory. Brakuje 1-2 cieni średnich kolorystycznie. Takich, które można na szybko i pojedynczo nałożyć, rozblendować i makijaż gotowy. To taka moja mała uwaga. Przy mojej bladej karnacji zawsze uwielbiałam chłodne kolory na powiekach. Nie powiem każdy makijaż wykonany tą paletką to dla mnie przełamanie się, ale w dobrą stronę. Wcześniej nie sięgnęłabym po tak ciepłe kolory, ale pasują mi, i świetnie wyglądają te brązy i miedzie przy moich niebieskich oczach jeszcze bardziej wydobywają ich kolor. Jak i też jest taki ciepły wakacyjny poblask w makijażu. To mi się bardzo podoba, bo ta paleta jest letnia i wakacyjna kolorystycznie. Dzięki tej palecie na nowo polubiłam bawić się makijażem oczu, i używać różnych kolorów nie tylko brązów i beżów. Jak używam tych cieni to tylko jak mam czas bo tak miło się je nakłada, że oczy maluję jakieś dwa razy dłużej co chwilę bym coś jeszcze dodała, domalowała. Czysta przyjemność :) Do teraz szokuje mnie ich pigmentacja. Wystarczy dotknąć pędzelkiem cień a on jest już zaaplikowany w takiej ilości, że trzeba strzepać nadmiar kosmetyku. Gdzie przy innych produktach musiałam solidnie trzeć o cień aby nabrać go wystarczającą ilość. Jeśli chodzi o wydajność to przy tym produkcie można na to patrzeć na dwa sposoby. W zależności jak się używa te cienie. Jeśli tak jak ja wystarczy wam delikatne dotknięcie cienia pędzlem i taki kolor was satysfakcjonuje na powiece. To ta paleta wam starczy na długo. U mnie po pół roku stosowania widać zużycie, ale nie jest ono zbyt duże. Jeśli lubicie mocne, bardzo ciemne, intensywne kolory na powiece. Przez to, że kosmetyk ma taką puchową lekką konsystencję i będziecie dość mocno jeździć pędzlami po cieniach sądzę, że mogą starczyć na maksymalnie kilka-kilkanaście miesięcy. I już po 2-3 miesiącach możecie widzieć denko, przy niektórych kolorach. Te cienie zawsze nakładam na bazę z tej samej firmy czyli Too Faced. Akurat tak się złożyło, że mam jej miniaturkę, i jest nieziemsko wydajna. Co ciekawe zauważyłam, że kolor cieni zmienia się po nałożeniu ich na bazę. Widać to zwłaszcza przy kolorach różowych. W palecie są jasne, intensywne, cukierkowe i soczyste na powiekach są znacznie bardziej ciepłe, brzoskwiniowe i nieco ciemniejsze. Trwałość zależy w jakiej ilości zaaplikujemy cienie. Jeśli nałożymy bardzo delikatną warstwę i np 2-3 kolory I powieka przez nie będzie delikatnie się lepić to cienie mogą (nie muszą) po kilkunastu godzinach się zrolować. Jeśli nałożymy sobie całkowity makijaż oczu, pobawimy się kolorami, łączenie, blendowanie i cieni będzie tyle nałożone, że przez powiekę nie będzie przebijać się kleistość bazy to cienie są nie do zdarcia. Spokojnie będą przez cały dzień wyglądać tak jakby były przed chwilą nałożone, będą się trzymać aż do zmycia. Cienie do powiek mają genialną jakość. Przy tym produkcie widać co oznacza jakość w cieniach do powiek. Wcześniej przy tańszych produktach tego nie znałam. Cienie Sweet Peach są delikatne, w konsystencji miękkie, delikatne jak puch. Nie pylą, na oczach nie czuć jak bym miała "puder" na powiekach i nie czuć ich na powiekach, nie ściągają w uczuciu skóry.  Nie podrażniają spojówek nawet przy dużej ilości cieni do powiek. Opakowanie ma trwałe po tych kilkunastu miesiącach jedynie w jednym miejscu na rogu zeszła minimalnie farba. Paleta jest poręczna, łatwo się otwiera dzięki magnetycznemu zamknięciu i wgłębieniu do otwierania. Posiada spore lusterko. Ja jednak staram się jego nie używać, bo bardzo łatwo jest zawadzić np. paznokciem i uszkodzić kosmetyk. Kształt tych małych opakowań jest poręczny i nie sprawia problemów przy nakładaniu produktu na pędzelki różnego kształtu czy rodzaju. W dodatku same cienie w opakowaniu się nie brudzą, bo nie pylą. Cienie dobrze ze sobą się łączą, świetnie się rozcierają. Nie ma problemu z dokładaniem, mieszaniem kolorów na powiekach, cienie bardzo dobrze się ze sobą spajają kolorystycznie jak i swoją konsystencją. Z powodzeniem można się bawić kolorami i realizować przeróżne makijażowe pomysły. Kolory się nie utleniają. Są takie same od nałożenia przez cały dzień aż do zmycia. Nieważne w jaki sposób i w jakiej ilości nałożę cienie to zawsze łatwo się zmywają dosłownie jednym ruchem tak jak reklamie Nivea ;) Przykładam, przecieram w jedną stronę i wszystko zmyte, jednym ruchem. Szczerze to przy tej palecie przekonałam się, że nie ma czegoś takiego jak "zamiennik". Inny kosmetyk może być podobny, opakowaniem, kolorem, ale nie będzie taki sam, nie będzie mieć tej samej konsystencji, jakości i formuły. Wolę odłożyć i mieć jedną czy dwie palety cieni i może kilka pojedynczych, tak wysokiej jakości, dzięki której jestem usatysfakcjonowana i cieszę się robieniem makijażu, niż kupować coś co może być podobne ale nie będzie mieć takiej jakości czy  właściwości a różnica jest kolosalna. To tyle co chciałam wam przekazać. Długi wpis o ciekawym kosmetyku, z pewnością już kultowym bo odznaczył się na internetowej historii kosmetycznej ;) Chciałam wam przekazać wszystkie moje spostrzeżenia, przemyślenia i to jak ten kosmetyk się u mnie sprawdził. Dziękuję za uwagę, za poświęcony czas przy czytaniu wpisu. Miłego dnia! :) 

      Plusy:


      + Przeurocza kolorystyka opakowania
      + Mocne i trwałe opakowanie
      + Spore lusterko w środku
      + Poręczne opakowanie
      + Magnetyczne zamknięcie (Łatwe i szybkie otwieranie oraz zamykanie)
      + Dołączony kartonik z 3 pomysłami na makijaż
      + Dostępność (stacjonarnie i online)
      + Lekka, delikatna, pudrowa i miękka jak puch konsystencja
      + Bardzo wysoka jakość
      + Miły brzoskwiniowy, długotrwały zapach cieni do powiek
      + Intensywna pigmentacja
      + Równa jakość. Wszystkie cienie są wysokiej jakości
      + 18 cieni do powiek w ciekawej kolorystyce, 3 wykończenia i dobra pojemność
      + Tą paletą z powodzeniem wykona się makijaż dzienny, wieczorowy i na wyjątkowe okazje.
      + Kolory idealnie pasują do niebieskich oczu. Podbijają kolor.
      + Ciepłe odcienie nadają makijażowi letniej i wakacyjnej aury.
      + Dzięki tej palecie na nowo polubiłam zabawę z kolorami i makijażem oczu.
      + Wydajne
      + Kosmetyk trzyma się na powiekach cały dzień jeśli całkowicie i dokładnie pokryjemy cieniami powieki na tyle aby nie przebijała się kleistość bazy. W tedy cienie są nie do zdarcia i trzymają się cały dzień aż do zmycia i wyglądają ciągle tak jakby przed chwilą był nałożone
      + Nie pylą przy nakładaniu ani w opakowaniu
      + Nie czuć ich na powiekach nawet przy większej ilości
      + Nie podrażniają spojówek
      + Kształt opakowań cieni jest poręczny i nie sprawia problemów przy nakładaniu cieni na pędzle
      + Dzięki temu, że nie pylą, cienie się nie brudzą pod wpływem używania.
      + Bardzo dobrze ze sobą się łączą przy rozcieraniu i nakładaniu różnych kolorów. Konsystencja na powiece jest spójna.
      + Nie utleniają się, od nałożenia ciągle mają ten sam kolor, aż do zmycia.
      + Łatwo się zmywają. Nawet jak sporo ich nałożę, zmywają się jednym gestem.

      Minusy:

      - Kolory są ciekawe i dobrze dobrane, ale po pół roku używania brakuje mi w niej szampańskiego beżu jak i chociażby 2 kolorów średnich aby móc nałożyć jeden kolor rozetrzeć i mieć taką szybką opcję na co dzień.

      Pół na Pół:

      +/- Podwyżka ceny produktu

      +/- Kilka cieni a zwłaszcza te pastelowo różowe zmieniają kolor na skórze/bazie. Zmieniają się na znacznie bardziej ciepłe, brzoskwiniowe i nieco ciemniejsze.

      _DSC0326_DSC0332_DSC0347_DSC0360_DSC0362_DSC0329_DSC0355_DSC0356565645645646445s456v465v46ve464_DSC0387_DSC0341
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
      CONTACT / WSPÓŁPRACA :
      Lionessblog@gazeta.pl
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lioness5147
      Czas publikacji:
      piątek, 22 września 2017 17:43
  • piątek, 15 września 2017
    • Chłodne promienie lata

      IMG_5088IMG_5229IMG_5232IMG_5068IMG_5223IMG_5244IMG_5085IMG_5078IMG_5242IMG_5079IMG_5077IMG_5084IMG_5087IMG_5073IMG_5233IMG_5215IMG_5239IMG_5246
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
      CONTACT / WSPÓŁPRACA :
      Lionessblog@gazeta.pl
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lioness5147
      Czas publikacji:
      piątek, 15 września 2017 19:03
  • piątek, 01 września 2017
    • RECENZJA Peelingo-Maseczki do twarzy z mielony lnem marki VIANEK


      Cześć

      Przybywam do was z recenzją naturalnego kosmetyku, myślę, że to nawet jeden z ciekawszych produktów i co jest świetne to Polski kosmetyk. Jak widzicie pewnie już po tytule mam na myśli dokładnie odżywczą peelingo-maseczkę do twarzy z mielonym lnem z firmy Vianek. Używam jej od dłuższego czasu, i wreszcie postanowiłam się z wami podzielić opinią odnośnie tego kosmetyku. Jest w posiadaniu 75ml, i produkt jest umieszczony w miękkiej tubce. Opakowanie bardzo dobrze leży w dłoni, nie wyślizguje się, jest przyjemne w dotyku i jest bardzo szczelne, ma się wrażenie, że można je wziąć na każdy wyjazd ten mniejszy jak i większy. Najbardziej urzeka mnie zapach, który jest intensywnie słodko-owocowy. To produkt 2w1 maseczka jak i peeling w jednym. Mnie najbardziej przekonuje używanie tego kosmetyku jako peeling, bo jest bardziej skuteczne, ale napiszę wam wszystko po kolei. Nie jest to standardowy peeling czy maseczka. Zazwyczaj peelingi mają równomierne drobinki, mniejsze, większe, bardziej szorstkie lub łagodne. Tutaj jest zupełnie inaczej. Jak możecie zauważyć na zdjęciach poniżej ten peeling ma mnóstwo przeróżnych drobinek, malutkie, duże. Len jest nieregularnie zmielony, dzięki temu ten peeling jest inny niż wszystkie. Przy mojej skórze wrażliwej i suchej, stwierdzam, że jest mocny wręcz niekiedy ostry. Używam go zazwyczaj na strefie T (czoło, nos, broda, usta) Na policzkach używam go bardzo rzadko, tylko w tedy kiedy moja skóra potrzebuje mocniejszego złuszczenia, ale używam go delikatniej zdecydowanie krócej niż na strefie T. Jeżeli tak jak ja nie lubicie drobinek "latających" po skórze. To polecam wam go stosować na mokry wacik, bardzo dobrze peelinguje się skórę, a drobinki zostają w znacznie mniejszej ilości, i dokładnie można je zmyć. Co ciekawe, w peelingu to jest to, że nadaje skórze świetlisty, zdrowy, delikatny, równomierny brzoskwiniowy odcień. Mi to odpowiada, bo twarz wygląda jak bardzo delikatnie opalona. Dzięki temu twarz, jest bardziej równomierna kolorystycznie. Zawsze przed każdym użyciem ten peeling trzeba dokładnie wstrząsnąć i wymieszać. Niestety lubi się rozwarstwiać i zamiast aby wyciskał się kosmetyk, wylatywał olejek, po wymieszaniu wszystko wraca do normy. Jest mocno wydajny, wystarczy bardzo mało kosmetyku na jedną aplikację, dosłownie wielkość jednej czerwonej fasoli. Działanie ma świetne, bardzo dokładnie złuszcza, a ja jestem wyczulona na to, bo nie lubię kiedy peelinguję skórę i potem wyczuwam nie wypeelingowane miejsca na skórze. Przy tym produkcie, zawsze całą twarz mam dokładnie oczyszczaną z martwego naskórka, miękką i przyjemnie gładką. Używanie tego produktu jest bardzo proste i szybkie, ale trzeba uważać z naciskiem drobinek na skórę bo są ostre, przez to bardzo łatwo jest podrażnić skórę. Nie wiem czy to kwestia mojego egzemplarza, ale około 2-3 razy opakowanie się zapchało :D Pierwszy raz się z takim czymś spotkałam w kosmetykach. Po prostu tubka jest zapowietrzona, pełna, ciśnie się nawet z całej siły, ale nic nie wydostaje się z opakowania :) Odetkałam po prostu dłubiąc igłą oraz patyczkiem do paznokci i wszystko wracało do normy. Produkt ma żelowo-oleistą konsystencję, bardzo łatwo się nakłada i rozciera na skórze. W dodatku dokładnie się zmywa. Jako maseczkę użyłam tego kosmetyku dwa razy, faktycznie mocno nawilża, skóra jest odżywiona, ale małą różnicę widzę kiedy zmywam ten kosmetyk po peelingu a kiedy ją dłużej trzymam na twarzy, praktycznie efekt jest taki sam. Jest to produkt z naturalnym składem, który zawiera między innymi olej sojowy, olej z pestek moreli, mielony len, olej rokitnikowy, masło kakaowe, masło shea, masło avocado i miód. Co jest najfajniejsze, to jest to, że wszystkie tego dobre składniki ma najwyżej w składzie czyli jest ich najwięcej w kosmetyku. Niestety aplikator pod wieczkiem szybko się brudzi. To by było na tyle co chciałam wam przekazać o peelingo-maseczce marki Vianek. Jako peeling sprawdza się u mnie świetnie, co najważniejsze jest skuteczny. Lubię po niego sięgać w dodatku ma miły i przyjemny zapach. Dziękuję za spędzony czas przy czytaniu mojego wpisu, życzę wam miłego dnia :)

      Plusy:

      + Miły słodko-owocowy zapach
      + Naturalny skład
      + Polski produkt
      + Pojemność 75ml
      + Mocno wydajny
      + Poręczne i łatwe w użyciu opakowanie
      + Różna wielkość drobinek
      + Dokładnie oczyszcza
      + Równie dobrze działa na mokrym waciku
      + Zmienia odcień skóry na delikatnie brzoskwiniowy
      + Dokładnie i intensywnie złuszcza martwy naskórek
      + Łatwy i przyjemny w użyciu
      + Jakość
      + Delikatna konsystencja
      + Po użyciu skóra jest zawsze gładka, delikatna, odżywiona, równomierna i nawilżona.
      + Łatwo się zmywa, nie zostawia pojedynczych drobinek

      Minusy:

      - Zapycha się opakowanie
      - Aplikator pod wieczkiem szybko się brudzi

      Pół na Pół:

      +/- Trzeba zawsze mocno mieszać/wstrząsać przez użyciem, bo lubi się rozwarstwiać
      +/- Trzeba uważać z naciskiem bo drobinki są ostre

      _DSC0284_DSC0292_DSC0296_DSC0294_DSC0282_DSC0302
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
      CONTACT / WSPÓŁPRACA :
      Lionessblog@gazeta.pl
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lioness5147
      Czas publikacji:
      piątek, 01 września 2017 18:16

Kalendarz

Grudzień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Tagi

Kanał informacyjny

..... Flag Counter ..
zBLOGowani.pl